piątek, 22 lutego 2008

Bezsens

Już nawet nie jestem w stanie zliczyć tych myśli które, tak głośno odbijają się wojej głowie.
Słyszę szepty, popadam w obłęd.
Staję się nieobecna, czuję bezradność.
Coś każe mi krzyczeć ale moje usta milczą i tylko łzy spływają po policzkach, czarne i gęste jak smoła.
Czernią zamazałam juź wszystkie kolory, każdy promień słońca.
Wolę kiedy wszystko jest czarne, bo po co cieszyć się czymkolwiek jeśli nie mamy komu o tym powiedzieć?
Lepiej żeby wszystko byłoprzegniłe i czarne.
Przynajmniej nie będzie żal, że nie mamy komu o tym powiedzieć.
Nie będą gromadzić się słowa które, nigdy nie zostaną wypowiedzane.
Wiem, że nikt by ich nie rozumiał.
Po raz kolejny udowodniłam sobie, że brak mi odwagi.
Nie mam jej wystarczająco dużo żeby żyć, ani żeby skończyć z tym wszystkim.
Krwią zamazałam ściany, patrze jak płynie powoli i zalewa wszystko.
I ropą będą goić się wszystkie rany, nie pozwolą mi zapomnieć o tym co się stało.
Nie mam już gdzie iść, ani do kogo otworzyć ust.
Nie chcę wierzyć w nic.
Nie chcę patrzeć na ludzkie twarze, bo nie umiem spojrzeć tym ludzią w oczy, ani myśleć, że są dobrzy.
Nie chcę patrzeć na to dziecko, ono uśmiecha się przegniłymi dziąsłami.
Nie ma już mojej ławeczki a na mojej łące nie gra żadna muzyka.
Wszystko jest obce.
Nie umiem już nikomu ufać i nie mam tej wielkiej wiary.
Na moim niebie nie ma już gwiazd a we mnie nie ma siły i chęci.
Czekam, aż serce zamieni się w kamień, by już nikt nie mógł w nie trafić.
Może kiedyś uda mi się udusić tym wszystkim.
Wiem, że nikt nie zapłacze.
I z tą świadomością bedzie mi łatwiej.
Albo ten prz4eraźliwy krzyk w mej głowie, może on mnie popchnie, może pozwoli mi skończyć to wszystko.
I nie będzie już kolejnych bezsensownych dni ani łzawych nocy.
Nastanie cisza.
I już więcej nikogo nie skrzywdzę.

Brak komentarzy: