sobota, 26 lipca 2008

Pod dachem rozpalonych dłoni - Wyznanie


Tak bardzo chciałabym Ciebie mieć.
Nie na własność.
Na własność można mieć rzeczy.
A Ty nie jesteś przedmiotem.
Chciałabym mieć Ciebie tak już na zawsze.
W snach tak często wyciągam do Ciebie ręce.
Bo choć jesteś ze mną, tak bardzo mi Ciebie brak.
Jednak nie pozwolę by coś stanęło mi na drodze w kochaniu Ciebie.
Wielkie morze tęsknoty ani góry przeszkód nie zniechęcą mnie by kochać Ciebie.
Uzbroję się w cierpliwość i wyrozumiałość.
To przy Tobie stałam się kobietą.
Obdarzyłeś mnie czułością,
setką pocałunków złożonym na mym ciele.
Tak bardzo nie chciałam miłości, pojawiłeś się Ty.
Dziękuję Ci za to.
Odmieniłeś całe moje życie, mnie samą.
Przyszła ta miłość i wszystko nagle wyprostowała.
Dodała sił i chęci.
Dzięki Tobie czuje się bezpiecznie.
I choć czasem boję się, że możesz zadać mi ból, nie zrezygnuje.
Jestem całkowicie bezbronna, możesz mnie skrzywdzić, zabić.
Zawsze będę Cię kochać.
Nie chcę Cię stracić, bo wtedy stracę wszystko.
Nie chcę bać się tej miłości.
Pragnę mieć odwagi za dwoje, by walczyć o każdy dzień, który mogę spędzić z Tobą.
A chciałabym spędzić z Tobą już wszystkie dni, do końca.
Kocham Cię.

niedziela, 25 maja 2008

Pod dachem rozpalonych dłoni - Kochankowie słońca

Moje rozpalone dłonie, ciekawe
Twojego ciała błądzą w zimnej pościeli.
Noc okryła świat pełnym gwiazd
sklepieniem nieba.
Palące pragnienie dotyku rozrywa
mnie od środka.
Giną głosy, nikną światła,
zamykają się oczy.
Odbijając od brzegu świadomości,
pozostawiam za sobą ludzi
i świat by spotkać się z Tobą.
Tylko tam po drugiej stronie życia
nasze ciała mogą się dotknąć.
Jak kochankowie słońca skryci w cieniu,
spragnieni swej miłości,
uciekamy w świat naszych zmysłów.
Rozpalamy je żarem naszego dotyku.
Drażnimy do granic możliwości.
Nasze dłonie jak pochodnie przenoszą
ten niewyczerpany ogień.
Pragnę z wszelkich sił płonąć w Twoich
silnych ramionach i tonąć w bezdennych
jeziorach Twoich oczu.
Chcę byś gasił mnie swoimi namiętnymi
pocałunkami, drażnił moją skórę
swoim oddechem.
Aż dłonie nauczą się
naszych ciał na pamięć, usta
zapamiętają ich smak a świątynia
mojego ciała będzie gotowa by zamknąć Cię w sobie.

sobota, 17 maja 2008

poniedziałek, 10 marca 2008

Patrząc w niebo


Siedzimy na polanie, pełnej pięknych kwiatów.
Oddychamy zapachem trawy.
Noc otuliła świat granatowym szalem, otuliła i nas,
przyjemnym chłodem, dając wytchnienie.
Unoszę głowę, by spojrzeć w niebo.
Ktoś na bezkresnym jego granacie rozsypał srebrny pył.
Spadających gwiazd warkocze przypominają mi czas
naszego dzieciństwa.
Pamiętam wile chwil, są one jak pocałunki radości.
Chętnie wracam do miejsc naszych zabaw.
Lubię patrzeć na pola pełne złotego zborza, na zakwitnięte jabłonie.
Kocham wracać na tą zieloną łąkę i patrzeć na spadające gwiazdy.
A kiedy tak patrzę, zastanawiam się czego sobie życzysz kiedy jedna
z tych wielu odległych kropek sunie ku ziemi.
Pragnę znaleźć tą gwiazdę i móc sie nią z Tobą podzielić.
Lubię kiedy mówisz mi o tym wszystkim co widzisz tam w górze.
Kiedy zaczynamy razem marzyć, tak jak robiłyśmy to kiedyś.
Czasem zastanawia mnie, co kryje się pod Twoim uśmiechem.
Ale nie pytam.
Twój uśmiech to pamiątka z naszego dzieciństwa, daje tyle radości.
On tez jest czułym pocałunkiem, który składasz na moim policzku.

Dorocie L

niedziela, 2 marca 2008

I nadszedł ten dzień


I nadszedł ten błogi dzień, kiedy ponownie staje na mojej łące.

Już rozdmuchałam wszystkie chmury, ulewę zmieniłam w srebrny deszcz.

Czuję dotyk słońca, ponownie muska mnie swym promieniem.

Odzyskałam wiarę w ludzi w miłość.

Teraz leżę pośród zielonych traw, patrzę jak wiatr porywa dmuchawce.

Czuje na moim ciele dotyk natury, a w sercu radość.

Wiem, że jesteś tak blisko.

Kiedy tylko zapragniemy możemy sie zobaczyć.

Wystarczy mi świadomość, że jesteś zawsze o krok.

Teraz ucze się mówić Dziekuję i Przepraszam.

Robię to ze spokojem, namysłem, żeby słowa te nigdy nie brzmiały pusto.

Uczę się być lepszym człowiekeim.

By zasługiwać na to wszystko.

piątek, 22 lutego 2008

Bezsens

Już nawet nie jestem w stanie zliczyć tych myśli które, tak głośno odbijają się wojej głowie.
Słyszę szepty, popadam w obłęd.
Staję się nieobecna, czuję bezradność.
Coś każe mi krzyczeć ale moje usta milczą i tylko łzy spływają po policzkach, czarne i gęste jak smoła.
Czernią zamazałam juź wszystkie kolory, każdy promień słońca.
Wolę kiedy wszystko jest czarne, bo po co cieszyć się czymkolwiek jeśli nie mamy komu o tym powiedzieć?
Lepiej żeby wszystko byłoprzegniłe i czarne.
Przynajmniej nie będzie żal, że nie mamy komu o tym powiedzieć.
Nie będą gromadzić się słowa które, nigdy nie zostaną wypowiedzane.
Wiem, że nikt by ich nie rozumiał.
Po raz kolejny udowodniłam sobie, że brak mi odwagi.
Nie mam jej wystarczająco dużo żeby żyć, ani żeby skończyć z tym wszystkim.
Krwią zamazałam ściany, patrze jak płynie powoli i zalewa wszystko.
I ropą będą goić się wszystkie rany, nie pozwolą mi zapomnieć o tym co się stało.
Nie mam już gdzie iść, ani do kogo otworzyć ust.
Nie chcę wierzyć w nic.
Nie chcę patrzeć na ludzkie twarze, bo nie umiem spojrzeć tym ludzią w oczy, ani myśleć, że są dobrzy.
Nie chcę patrzeć na to dziecko, ono uśmiecha się przegniłymi dziąsłami.
Nie ma już mojej ławeczki a na mojej łące nie gra żadna muzyka.
Wszystko jest obce.
Nie umiem już nikomu ufać i nie mam tej wielkiej wiary.
Na moim niebie nie ma już gwiazd a we mnie nie ma siły i chęci.
Czekam, aż serce zamieni się w kamień, by już nikt nie mógł w nie trafić.
Może kiedyś uda mi się udusić tym wszystkim.
Wiem, że nikt nie zapłacze.
I z tą świadomością bedzie mi łatwiej.
Albo ten prz4eraźliwy krzyk w mej głowie, może on mnie popchnie, może pozwoli mi skończyć to wszystko.
I nie będzie już kolejnych bezsensownych dni ani łzawych nocy.
Nastanie cisza.
I już więcej nikogo nie skrzywdzę.

sobota, 16 lutego 2008

Dla człowieka o oczach szeroko zamkniętych.

Otwórz oczy szeroko zamknięte
Żyje pięknem tej chwili, jej srebrzystym, cichym westchnieniem.
Oddycham wszystkim co mnie otacza, bo w tym wszystkim jest piękno.
Ty masz oczy szeroko zamknięte. Otwórz je, zobacz jak ze
wszystkich stron bije światło.
Bo ludzie mają serca jak latarnie.
Te laarnie rozświetlają to co nas otacza.
Poczuj to ciepło, ujrzyj ten blask.
Barwna mgła, jak tysiące zórz polarnych otacza nas.
To ludzkie serca, pełne miłości.
Naucz się tak jak ja tym oddychać, stań się częścią tej całości.
Zacznij wierzyć całym sercem i każdą częścią swojego umysłu.
Bądź człowiekiem szczęśliwym.
Kochaj tak jak jeszcze nigdy nie kochałeś.
Czerp radość ze wszystkiego co Cie otacza.
We wszystkim jest ogromne piękno i magia.
Spójrz, dziecko się uśmiecha.
Ono uśmiecha się też dla Ciebie.
Spróbuj tak jak ono, uśmiechać się bezpowodu.
Zacznij tkać tą srebrną nić, by inni mogli znaleźć w niej zachwyt.
Spraw by Twoje serce oświetliło komuś drogę, dało ciepło.
Ucz ludzi kochać tak bezintersownie.
*
O człowieku z oczami szeroko zamkniętymi
Bo masz oczy szeroko zamknięte.
Nie widzisz tego, czym inni ludzie potrafią się cieszyc.
Przzez Twoje powieki, żaden blask nie jest w stanie się przebić.
Nie widzisz nawet cieni, choć wydaje Ci się, że doskonale widzisz, że wiesz.
Ale nie wiesz i nie widzisz tych drobiazgów które, dają ludzią radość.
Tych promieni słonecznych które, dotykają Twojej twarzy.
Nawet ich nie czujesz, tak jak nie czujesz dotyku mojego serca.
Bo nie potrafisz być człowiekiem szczęsliwym.
I nie czujesz zapachu szczęścia, choć wydaje Ci się, że oddychasz.